T.I. - twoje imię
Siedziałam na ławce w parku i czytałam swoją ulubioną
książkę. Byłam tak zaczytana, że nie zauważyłam kiedy ktoś się do mnie
przysiadł. Jednak po dłuższym czasie zaczęłam się irytować, ponieważ czułam na
sobie świdrujący wzrok.
- Masz jakiś problem, który trzeba rozwiązać? – zapytałam nie
odrywając wzroku od książki
- Nie, jestem Ash – usłyszałam męski głos
- Jednak masz
problem, twoje imię rymuje się z ‘trash’
Chłopak się zaśmiał – Zabawna jesteś. Co czytasz?
- Książkę
- To widzę, ale o czym?
Spojrzałam na niego, pierwsze co zobaczyłam to jego słodki
uśmiech, nie mogłam oderwać od niego wzroku
- Hallo tu ziemia – Ash pomachał mi ręką przed twarzą
Ocknęłam się i wyjaśniłam mu fabułę utworu, chłopak z
zainteresowaniem słuchał moich słów, nie sądziłam, że ktoś może się tak zainteresować tym co lubię. Zwykle było tak, że miałam całkiem odmienny gust od innych.
- Brzmi świetnie – uśmiechnął się szerzej – Czy mógłbym ją
kiedyś od Ciebie pożyczyć?
Patrzyłam na niego zszokowana, jeśli wyraża chęć pożyczenia
ode mnie czegoś to znaczy, że będziemy musieli się jeszcze spotkać – Sserio?
- Jasne, wydaje się świetna.. tak samo jak ty – zarumienił się
tak samo jak ja – A tak w ogóle jak masz na imie?
- (T.I.)
- Ciekawe imię, wnioskuję że nie jesteś stąd – przyglądał mi
się
- Przyjechałam z Polski na wakacje
- Aaaa czyli to prawda, że Polki są piękne – puścił mi
oczko, a ja zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona
Siedzieliśmy w parku jeszcze długi czas, Ashton wręcz błagał
mnie, żebym nauczyła go kilku słówek i zwrotów po polsku.
Spotykaliśmy się przez kilka kolejnych dni, spędziłam z nim
najlepszy czas mojego życia, bawiłam się z nim tak dobrze jak nigdy,
zapomniałam o wszystkich moich problemach.
Nadszedł dzień mojego wyjazdu, nie chciałam opuszczać
Australii, ale niestety musiałam, niedługo zaczynała się szkoła. Umówiłam się z
Ashton’em na lotnisku, ale nie było go, cały czas do niego dzwoniłam lecz nie
odbierał. Kiedy zajęłam swoje miejsce na pokładzie samolotu rozpłakałam się,
przez niecały miesiąc zdążyłam się z nim mocno zżyć, zaufałam mu, ale zawiódł
mnie.. jak większość osób które uważałam za przyjaciół.
Pół lotu przepłakałam, mimo iż starałam się powstrzymać, a
drugie pół przespałam zmęczona płaczem.
Po kilkunastu godzinach byłam już w Polsce, na lotnisku
jednak nie było nikogo z mojej rodziny.
- Aash..? – patrzyłam w mocnym szoku na szatyna stojącego
przede mną
- Płakałaś? – uśmiech zszedł mu z twarzy, podszedł bliżej i
kciukiem otarł łzy z moich policzków
- Miałeś być na lotnisku..
- Jestem, nie mówiłaś na którym mam być
- Co tu robisz?
- Nie umiem cię zostawić.. zależy mi na tobie (T.I.) –
powiedział patrząc mi w oczy, nachylił się i mnie pocałował. Poczułam jak
oblewa mnie fala gorąca, zatracałam się z każdym jego pocałunkiem, marzenie
które miałam od drugiego dnia naszej znajomości właśnie się spełniło, a ja nie
mogłam być bardziej szczęśliwa niż w tym momencie.
Oto i pierwszy imagine na tym blogu :D Im więcej i częściej będzie komentarzy, tym więcej weny będę miała więc zachęcam do komentowania :)
W Australii Ash ma już urodziny więc STO LAT ASHTON KOCHAMY CIĘ :3 My możemy się jeszcze pocieszyć Ash'em nastolatkiem XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz